Szkice
Postanowiłam nie zaśmiecać sobie dA bardziej, niż to konieczne > __>"
No tak, no tak, całkiem miło płynie czas, pomimo permanentnego niewyspania, dzikiego zapierdolu i nadchodzącego przeziębienia.
Na ten przykład, w czwartek wracając do domu przeszłam się w uroczej ulewie, po błotku. Wróciłam do domu, wykręciłam gacie z wody i, jak nie trudno się domyślić "coś" złapałam. Tak więc wczoraj rano wesoło trzęsłam się przez wszystkie lekcje, bo przecież dla naszego liceum ogrzewanie to zbędny luksus... Ale potem było dobrze. Miałyśmy skoczyć po prezent na osiemnastkę Karoliny i ponieważ jako jedyna bezwstydnie kończyłam o 11, udałam się do Plazy zabić czas z książeczką. Spędziłam przyjemne półtorej godzinki w Cafe Club z frappucino i Murakamim [no dobra, jak kawa się skończyła to z gorącą czekoladą D> - ale co tam, i tak już jestem gruba!]. Barista był szalenie sympatyczny, muzyczka i pogrywała i nawet się czułam ładna. Potem tup tup po prezent (Adrian musiał się za nas odrobinkę wstydzić xD) i skończyliśmy w Picolo na jakim obiadku. Miło, innymi słowy.
A teraz powinnam zacząć się robić na bóstwo na tę osiemnastkę czy cuś. Bo póki co zgrzałam sobie te głupie pierogi ruskie, jak zwykle zapominając, że więcej niż 5 i tak się tego draństwa na raz nie da zjeść >__> Ble...
No dobra, teraz to, o co chodziło. Jakieś stare i mniej-stare szkice, wytrzaśnięte nie wiadomo skąd i nie wiadomo jakiej jakości.
Min fursona. Chyba ładniej tu wyszła niż kiedykolwiek, trza by coś z tym zrobić.
Ostrzegałam o jakości! Smok z zeszytu od wosu. Lubię go, chociaż szkic trochę już ma.
Gimpowa fursona. Trochę pojechałam z tą grzywą >_>
U góry młody Tygrysek, niżej Żmij. Fragment scenki z podręcznika do anglisza. No a co innego mam robić na tych lekcjach?
More crap to come!





